poniedziałek, 5 września 2016

Jak odkryłam sztukę z ludzi?

Zanim przekonasz się do dzieła sztuki mija jakiś czas. Patrzysz na płótno, na barwy, na kreski i plamy. Coś znaczą, to prawda, ale kompletnie nie czujesz tego obrazu. Pociąga, ale nie w sposób, który Cię interesuje. Odchodzisz więc od niego, mimo to wciąż jednak mając go w pamięci.

I tak po jakimś czasie wracasz do obrazu, jesteś ciekaw. Nagle zaczyna on przybierać zupełnie inny wyraz niż wcześniej. Dotykasz zaschniętej farby. Badasz strukturę, przyglądasz się kolorom i czujesz ich żywą energię. Zdejmujesz obraz z ramy i zabierasz do domu pod pachą.

To właśnie zrobiłam, gdy poznałam taniec. Sztukę z ludzi.

Z początku pomyślałam: to nie dla mnie. Zapomnij, twoje ciało kompletnie tego nie zrozumie. Nie dasz rady. Jesteś zbyt nieśmiała, spójrz, jak to wygląda!

Potem jednak weszłam na płytką wodę. I poczułam, że kiedyś być może zacznę pływać na głębinach, jakby nie istniało dno.

Kroki, muzyka, ludzie, energia i otwartość. Zasmakowałam czegoś nowego, ekscytującego. Być może znalazłam swego rodzaju nową pasję, którą będę mogła pielęgnować.

Najpiękniejsze jest patrzenie na tych ludzi, unoszących się nad ziemią, o biciu serca i oddechach, które wydają się być wspólne dla obojga. Wszystko w jednym rytmie. Powstaje nić relacji pomiędzy ciałem partnerki i partnera. I cudownie jest widzieć, jak inni czerpią z tego radość.

Równie cudownie jest samemu się tym cieszyć.

Publikuję to dla siebie, jako coś co muszę wylać. Kto wie, co będę myśleć jutro? Póki co jednak nie zamierzam zmieniać tego, co w tym widzę. Kiedyś powiem coś innego, albo to samo.

Zależy czy wciąż będę chciała uczyć się pływać jak oni.

Wasza A.